gw

GRY

Banner

trwa inicjalizacja, prosze czekac...program MDM

Kursor

GRY

Animacja

trwa inicjalizacja

środa, 17 maja 2017

Rozdział 33 ( Dzieciństwo: Akt 1. Daisaku)

Daisaku leżał przy drzewie wiśniowym z wyciągniętą i rozłożoną ręką, wyglądało to tak jakby chciał dosięgnąć lub złapać słońca, słyszał szum wiatru który powiewa mu włosy. Leżał i nadal w bez ruchu wpatrywał się w słońce, o niczym nie rozmyślając. Daisaku miał wtedy 4 lata a jego siostra akurat zaczynała akademie, jego siostra ma na imię Sarada i ma 8 lat, Daisaku ma również brata w tym samym wieku czyli Shade. Daisaku z rodziny najczęściej spędzał czas ze swoim bratem.

***

Daisaku poszedł po przechadzać się po Konoha-gakure, omija domy jak i sklepy, nic mu się nie szczególnie wrzucało w oczy, pochodził sobie trochę i po rozglądał się i później poszedł na dach po bliskiego domu lub sklepu. Daisaku znowu postanowił się wylegiwać, a po pewnym czasie zauważył swoją mamę jak wraca ze swojej pracy. (Jego mama Sakura pracuje w oddziale psychoterapi dziecięcej. Sakura postanowiła po Wielkiej Czwartej Wojnie Shinobi założyć oddział psychoterapi dziecięcej).

Ale nie postanowił dołączyć się do powrotu do domu. Daisaku przeważnie był typem samotnika, co prawda brakowało mu rodzicielskiej miłości ale nie specjalnie to okazywał, był również nie śmiały jeśli chodzi o uczucia, wszystkie uczucia skrywał w sobie. Więc było mu trudno powiedzieć rodzicom o swoich uczuciach również nie lubił a może nawet wręcz przeciwnie nie cierpiał lub nienawidził okazywać łez.

Daisaku po dłuższym leżeniu postanowił wrócić do domu. Kiedy już wrócił Sarada wraz z Shadę szykowali stół do obiadu.

Shade: O! Już wróciłeś. ( powiedział z uśmiechem na twarzy)
Daisaku spojrzał się na brata stojąc w przejściu. A Sarada spojrzała na Daisaku mówiąc:

Sarada: Może pomożesz?
Daisaku: Może następnym razem.

Sakura spojrzała niepokojąco na Daisaku a on skierował się w kierunku schodów które prowadzą na drugie piętro gdzie znajdują się pokoje jak i również łazienka z toaletą. Oczywiście Daisaku poszedł do swojego pokoju i usiadł na parapecie wpatrując się w niebo. Sakura poszła sprawdzić co u Daisaku.

Sakura: Mogę wejść? (Powiedziała kojącym i ciepłym głosem który usłyszał Daisaku)
Sakura nie usłyszała odpowiedzi ale i tak weszła do pokoju. Zauważyła jak Daisaku siedzi na parapecie, podeszła bliżej i usiadła na jego łóżku.

Daisaku: Nic nie powiedziałem.
Sakura: Wiem ( Po czym się uśmiechnęła)
Daisaku: Coś się stało?
Sakura: Mógłbyś usiąść obok mnie?

Daisaku postanowił to zrobić.

Sakura: Przepraszam.
Daisaku: Za co?
Sakura: Musisz czuć się samotny? Pamiętam że zawsze lubiłeś słuchać jak ja czytam. Hihi  można powiedzieć że sama stęskniłam się za tym.
Daisaku postanowił to przemilczeć.
Sakura spojrzała się na Daisaku i go przytuliła. Daisaku był tym zdziwiony bo nie pamięta kiedy ostatnio poczuł to samo ciepło co teraz ale nie odwzajemnił tego lecz zamknął oczy po czym przycisnął głowę do jej ramienia. Sakura już wypuściła go z ramion i postanowiła mu dać mały podarunek. Sakura zawiesiła mu na szyję naszyjnik który jest znakiem Uchiha.

Sakura: Jest to prezent ode mnie i od taty. Mam nadzieję że ci się podoba.
Daisaku: Dziękuję.
Sakura: Możesz się czuć samotnie z powodu że nas nie ma w domu ale zawsze pamiętaj że masz rodzeństwo.
Daisaku:Aa.

Po tym jak powiedzieli, wparowało do pokoju dwójka urwisów czyli Sarada i Shade.

Shade: Ja też! Ja też mam prezent!

Shade podarował Daisaku walec, którego połowa to rączka, a druga to zagrywka, z której wyciąga się nóż.

Daisaku: Dzięki Shade.

Daisaku spojrzał się na Saradę czekając jak ona coś mu da.

Sarada: No co?
Daisaku: Ty nie masz?
Sarada: Przecież nie jestem świętym Mikołajem.

Daisaku i Shade spojrzeli na siebie i wyobrazili Saradę w stroju Mikołaja z workiem na ramieniu i śmieje się zło wrogo, obojga chłopcom chciało się śmiać.

Sarada: Te wasze miny mi podejrzanie wyglądają!

Wszyscy zaczęli się śmiać a Sarada z początku była z irytowana ale po krótkiej chwili sama zaczęła się śmiać. Nadeszła już noc i wszyscy postanowili położyć się spać. Daisaku przez dłuższą chwilę nie mógł spać więc postanowił się wymknąć z domu przez okno. Postanowił pójść w to samo miejsce co zwykle ale zauważył jakieś czerwone małe tak jakby kółka, w oddali widział jak coś się świeci więc postanowił w tamtym kierunku pójść. Kiedy podszedł tam zobaczył świecącego i czerwonego ptaka, powoli podszedł do nie go.

Daisaku: Co to jest?
Feniks: Chyba raczej kim jestem!

Ptak pod leciał do małego Daisaku i dziobnoł go w głowę.

Daisaku: To bolało!
Feniks: I dobrze.
Daisaku: Czekaj! Nie odlatuj!
Feniks: Co się stało?
Daisaku: Kim jesteś?
Feniks: Mam na imię Feniks i jestem opiekunem. Ale w tej chwili nie posiadam Pana.
Daisaku: Rozumię.
Feniks: A co taki dzieciak robi sam o takiej godzinie w lesie?
Daisaku: Nie mogłem spać.
Feniks: No świetnie uciekłeś z domu.

Feniks popatrzył uważnie na Daisaku.

Feniks: A może chciałbyś być moim panem?
Daisaku: A przeżył byś?
Feniks: Haha bardzo śmieszne. Dałbym jakoś radę.

Daisaku nawet nie mógł się nad tym zastanowić bo Feniks poprosił Daisaku by wyciągnął i rozłożył rękę. A Feniks zmienił się w czerwonego Kwiatka. Nie wiadomo z jakiego powodu do Daisaku coś przemawiał by go połknął, i tak zrobił, po tym jak to zrobił, to upadł na trawę. Znalazł się w czarnym pomieszczeniu która jest rozświetlająca przez Feniksa czerwonymi promieniami. Daisaku spojrzał na nie go z ciekawością.

Feniks: Od teraz jesteś moim panem. Pamiętaj by tą moc wykorzystywać dobrze.

Po czym Daisaku zapadł w sen. Kiedy się obudził to już słońce świeciło, zastanawiał się czy to co się stało było zwykłym snem i po prostu osłabł po drodze i upadł. Nie chciał wracać jeszcze do domu więc ruszył tam gdzie powinien się znajdować. Ale kiedy tam dotarł to ku jego zdziwieniu zobaczył jakąś czarno włosom dziewczynę, był tym zdziwiony, a za chwilę się zarumienił.
Daisaku podszedł do dziewczyny.

Daisaku: Przepraszam... kim jesteś?
Saiana: Mam na imię Saiana.
Daisaku: Mi... miło mi, mam na imię Daisaku ale możesz mi mówić Dai.
Saiana: Hehe Daisaku bardzo ładne imię.

____________________________________
Ludzka miłość zawiera się w tym
Że dwie samotności nawzajem opiekują się sobą
Łączą i żyją dla siebie
________________________________

~ Akt 1. Część druga ~

Daisaku po tym spotkaniu postanowił wrócić do domu. Wszedł przez okno po czym zszedł na dół i usiadł przy stole. Rozmyślając o dziewczynie którą zobaczył

Daisaku: Jeszcze ciebie nigdy ty nie widziałem.
Saiana: To pewnie przez to że co niedawno się przeprowadziłam.
Daisaku: Aha. Przepraszam że cię o to proszę ale możesz nikomu mówić o tym miejscu. Lubię tu przebywać i pobyć trochę sam.
Saiana: Nie no,dobrze nie mam nic temu przeciwko. To może już pójdę skoro chcesz zostać sam.
Daisaku: Nie... moż... możesz zostać nie przeszkadzasz mi.

Sarada: Daisaku! Daisaku! Obudź się! Naprawdę nie masz gdzie spać co?
Daisaku: Przepraszam...
Sarada: Co ja mam z tobą...
Daisaku: Mama już poszła do pracy?
Sarada: Tak i znowu nasza trójka została sama w domu. Z czego ja muszę was pilnować.
Daisaku: Nie martw się tym... ja ci na pewno nie będę przeszkadzać.
Sarada: No ja myślę.

Oboje się zaśmiał, a za chwilę przyszedł Shade.

Shade: Z czego w się tak śmiejecie? Mam  nadzieję że nic na mnie nie szykujecie?
Sarada: Hehe... nie nic nie kombinujemy.
Shade: No ja myślę.

Cała trójka przez prawie cały dzień nic szczególnego nie robiła, dopiero w nocy poszli sobie po oglądać gwiazdy na niebie, jak i również rozmawiając.
Daisaku przypomniało się również spotkanie z Feniksę i zastanawiał się o jaką mu moc chodziło, ale to już zupełnie inna historia. Następnego dnia Daisaku wstał rano na mały spacer,szedł wzdłuż drogą aż w końcu stanął i spojrzał się na plac zabaw i zauważył chłopca który sam się huśta, miał białe włosy i białą koszulkę i czarne spodenki. Oprócz niego nie było żadnej innej żywej duszy. Daisaku patrzył na niego tak jakby wiedział jak się czuje, taki samotny i opuszczony nawet jeśli ma rodzinę. Daisaku myślał wtedy że nie jest jedyny z takim uczucie, chciał do niego pójść ale kiedy zrobił jeden krok to zauważył jak chłopiec wstał z huśtawki i pobiegł w kierunku swojego ojca więc Daisaku sobie zrezygnował, spojrzał w niebo i na przesuwając się chmury i w myślach
Powiedział:
- Czy jestem jedyny z tym uczuciem? -


___________________________________
Rodzeństwo.
Choćbyśmy nie wiem
Jak bardzo sobie dokuczali 
Gdy przyjdzie niebezpieczeństwo jednego drugiego nie pozwoli skrzywdzić
Dokuczać możemy sobie wzajemnie 
Ale inni nie mogą
Bo nie kochają nas tak jak my nawzajem 
I w tym tkwi nasza siła
______________________________________________________


niedziela, 7 maja 2017

Rozdział 32 (Ty i Ja)

Kahasi: CO TY ZROBIŁEŚ?!
Kahasi wykrzyknął to z oburzeniem i zdziwieniem,nigdy czegoś takiego by mu nie przyszło do głowy, że Daisaku zrobi to Saianie. Kahasi zastanawiał się jak on to mógł zrobić? Bo przecież oni... ehh szkoda słów.Tak właśnie myślał Kahasi, a jedynie co mogło mu przyjść do głowy to, że trzeba to zakończyć raz na zawsze!
Kahasi trzymał w ramionach Saiane która w tym czasie była w genjutsu również Kahasi patrzył na Daisaku zło wrogo, zamknął oczy po czym za chwilę wstał i z zamkniętymi oczyma rzekł:

Kahasi: Daisaku... Obiecuję, że taryfy ulgowej nie dostaniesz! ( Po wymówieniu tych słów otworzył gwałtownie oczy)
Daisaku: Hehe... Zmieniłeś się Kahasi. Może walka z tobą mnie nie znudzi.
Kahasi: ZOBACZYMY!

Oboje w tej chwili zaatakowali siebie nawzajem gwałtownie. Kahasi nawet nie myśląc już o przeszłości, bez żadnego wahania postanowił postawić na jedną kartę, bo wiedział, że to nie jest już taka sama osoba co kiedyś. Daisaku postanowił się wycofać nawet jeśli jest silniejszy od Kahasi'ego  i pobiegł w kierunku lasu, a Kahasi pobiegł za nim jak najszybciej potrafił. Zatrzymali się dopiero na jeziorku. Nawzajem patrzyli sobie w oczy na wprost siebie,u Daisaku można było zobaczyć całkowitą pustkę, a u Kahasi'ego wściekłość jednocześnie skruchę.Wtedy nie wiadomo z jakiego powodu pojawił się przebłyski wspomnień Kahasi'ego z ich wspólnych wspomnień.

~ Ty i Ja ~

Było można słyszeć głos małych dzieci biegających po podwórku biegających za piłką, a na środku podwórka stało jedno duże drzewo przy którym stał mały Kahasi. Miał takie same włosy jak Kakashi tylko że krótsze, był cały ubrany na czarno zresztą nie tylko on. Był też inny chłopiec, który z ubioru był podobny do Kahasi'ego, ale jakoś nie zwracał uwagi na to. Kahasi niezbyt zwracał uwagę na co kolwiek, nie słuchał się nikogo zawsze wolał grać "samotnego wilka" zawsze stał przy tym drzewie. Co prawda chłopiec podobny z ubioru do niego zaczął w pewnym momencie go irytować. Chłopiec tak samo, jak Kahasi stał bardziej na uboczu. Mieli taką samą taktykę, czyli nie wychylać się z grona po mimo swych talentów już wychodzili poza grono. Z klasy była tylko dwójka najbardziej utalentowanych chłopców, czyli Kahasi i...

Nauczyciel: Zapraszamy do kolejnego pojedynku! Niech wyjdą Kahasi Hatake i Daisaku Uchiha!

Były to pojedynki które były robione w Akademi w celu pokazania uczniom jak to wygląda. Dawny Kahasi wraz z Daisaku wyszli na środek i na znak zaczęli walkę. Grali bardzo równo, bo walka skończyła się remisem i wrócili z powrotem na swoje miejsca, wszyscy ich podziwiali za ich umiejętności, ale oni nie zwracali na to uwagi. Doszło do momentu dołączenia do drużyny, oboje chłopców doszli do tej samej wraz z jedną dziewczyną była to Himawari córka siódmego Hokage, czyli Naruto Uzumaki. W drużynie praktycznie do siebie nie gadali jedyne co ich łączyło to wspólna przyjaźń z Saianą. Poznali ją bardzo dawno temu, oboje w różnych okolicznościach, a dowiedzieli się o tym, po dniu wybrania drużyn, trójka przyjaciół spotkało się w tym samym miejscu, czyli przy drzewie wiśniowym, który zaraz stał przy domu ojca Saiany. Od tamtego momentu niegdyś wrogowie zaczęli się zmieniać w przyjaciół. Ale dlaczego Kahasi'emu te wspomnienia zaczęły nagle się pojawiać? Czy czegoś żałował? Albo z powodu że nie chce albo nie może go zranić w jaki kol wiek sposób, bo nadal uważa go za najdroższego przyjaciela? Można było się tego domyślać. Pogodna nagle stała się pochmurniała i zaczął padać deszcz.

Kahasi: Tutaj raz na zawsze skończymy nasze sprzeczki,nie sądzisz o tym?
Daisaku: Ehh a ty nadal swoje. Posłuchaj dawny ja to tylko kupa gruzu rozumiesz? Nic porządnie nie mogłem zrobić, NIC! rozumiesz?!
Kahasi: Mylisz się!
Daisaku postanowił to prze milczeć.
Kahasi: Byłeś dla mnie jak brat, chciałem być tak jak ty, dogonić cię a może nawet prześcignąć.
Daisaku: Ehh szkoda słów, Kahasi walczymy już dobra? Bo aż nudno się robi!

Wtedy Kahasi poczuł na sercu ból dosłownie tak jakby coś mu je przecięło. Miał tylko myśli co ma robić dalej. Nic porządnego mu nie przychodziło do głowy, nagle z ciała Daisaku zaczęły wylatywać małe iskry ognia a jego oczy zmieniły się w oczy smoka o koloru żółto pomarańczowych, z kąńcików ocznych było można zauważyć linie prowadzące na ukos w górę ale nie były równe tylko tak jakby lekkim slalomem o kolorze żółtym. Nazywa się to tryb Sejidragon czyli "Mędrzec Smoka". Daisaku miał żywioł ognia, mógł go kontrolować perfekcyjnie, miało to też inną nazwę niż Mędrzec Smoka, nazywa się również Fenikkusu czyli Feniks. Przeważnie każdy mędrzec ma swojego podopiecznego. Daisaku ma Feniksa.

Daisaku: Hehe... Kahasi ty nadal tego nie potrafisz prawda?
Kahasi nie zareagował na jego słowa.
Daisaku: Nadal nie potrafisz uruchomić tego trybu. Kiedyś umarłem i po wstałem od nowa zupełnie z niewyobrażalną mocą, jest tylko jeden minus, wszystko mnie nudzi! Te wszystkie walki które stoczyłem są niczym, dowiedziałem się że ty również posiadasz taką samą moc co ja. Ale nie potrafisz jej kontrolować prawda?
Kahasi: Tak to prawda... i nie zamierzam jej kontrolować, nie chcę się stać potworem jak ty.
Daisaku: Potworem? Hehe muszę przyznać że nieźle to brzmi.

Kahasi się wściekł i ruszył do przodu ale zanim się obejrzał Daisaku chwycił go za szyję i uniósł go do góry.

Daisaku: A teraz... Pokażę Ci co to znaczy siła!

Daisaku rzucił Kahasi'm niczym piórko i zaczął się odbijać od tafli wody aż w końcu przywalił w głaz. Kahasi powoli się odtrząnsnął się i wstał a z końcówek jego włosów zaczęły kropić krople wody. Zaczął gwałtownie oddychać przez usta jednocześnie patrzeć na Daisaku zło wrogo. Daisaku był odwrócony plecami od Kahasi'ego a za chwilę odwrócił głowę tak aby Kahasi zobaczył jego prawe oko,po czym zamknął je i odwrócił się do Kahasi'ego a kiedy stanął w miejscu powoli zaczął otwierać oczy które powróciły do pierwotnego wyglądu.

Daisaku: Nie sądzisz że trzeba zakończyć tą dziecinadę?

Kahasi zamknął oczy a potem otworzył je gwałtownie. Oczy zmieniły się w sharinngan a woda zaczęła lekko falować. Daisaku odpowiedział tym że znowu powrócił do trybu Sejidragon.

Daisaku: Czas zacząć zabawę...
Kahasi: Aa...
_______________________________________
Nie idź za mną,bo nie umiem prowadzić.
Nie idź przede mną,bo mogę za tobą nie nadążyć.
Idź po prostu obok mnie i bądźle moim przyjacielem.

Autor: Albert Camus
____________________________________________________________

czwartek, 4 maja 2017

Rozdział 31 (Genjutsu)

Podczas kłótni z Kahasi'm Saiana została wprowadzona w genjutsu. Genjutsu to zaawansowana tehnika ninjutsu polegająca na kontrolowaniu przepływu czakry w ciele przeciwnika tworząc iluzję.
Po wytłumaczeniu co to jest genjutsu wracamy do głównej części opowieści...
Saiana znajdowała się w jakiejś przestrzeni która była do około biała. Ciekawiło ją co się stało ale od razu domyśliła się że jest to iluzja przez którą została wprowadzona dzięki Daisaku.
Saiana po oglądała się,i po przechadzała się przez iluzję ale nic do około niej nie było. Chodziła i chodziła bez wszelkiego sensu.W pewnym momencie usłyszała swoje imię które wymawia Kahasi ale nic po za tym. W pewnym momencie się zatrzymała bo pomyślała że takie chodzenie jest na serio bez sensowne. Ale ku jej zdziwieniu pojawiła się jakaś postać w oddali na białym tle iluzji. Nie wiedziała kto to jest... ale była pewna że jest to jakiś chłopiec w wieku 5 albo 6 lat. Biegła w jego kierunku ale miała wrażenie że wcale się do niego nie zbliża. Myślała przez chwilę kto to mógł być... Domyśliła się... jest to Daisaku,jest to cel który zawsze chciała dogonić...jest to cel który pędzi ją do przodu po mimo tego że nie może za nim nadążyć. Chciała walczyć z całych sił o to co jest dla niej ważne a wtedy słyszała głos z dzieciństwa który oświetlał jej drogę i dodawał sił.

-Nie poddawaj się... Gnaj do przodu jak rozpędzony niczym koń. Pamiętaj te słowa,bońć pewna mych słów,zawsze cię obronię-

Te słowa wy mówił mały chłopiec który zawsze ją bronił i wierzył w nią, w jego oczach można było wyczuć promienie słońca które oświetlały jej drogę... ale co z tego? Skoro on sam w te słowa zwądpił? Skoro sam przestał w nie wierzyć? Co ją teraz pociągnie za sobą? Czy jest jeszcze taka osoba w jej życiu? Tego na pewno nie wiedziała. Ciągle biegnąc do tego chłopca rozmyślała się nad tymi słowami,jaką drogę wybierz. Saiana zatrzymała się gwałtownie a jej cel stał właśnie przed nią. Był to chłopiec którego dobrze znała,miał czarne włosy,zielone oczy,koszulkę i spodenki czarne. Był jej towarzyszę od samego początku. Zawsze chciała być z nim ale jedynie mogła patrzeć na jego plecy,chciała go do gonić a może nawet on by kiedyś patrzył na jej plecy. Ale wiedziała że to raczej nie osiągalne. Stali na przeciw siebie wogóle nie od zywając się do siebie. Saiana patrzyła na chłopca który powoli rusł do czasu kiedy miał 13 lat. Jego wygląd się nieco zmienił,układ włosów pozostał ten sam a jego oczy pozostały takie same,jedynie co się zmieniło to ubiór. Miał białą kamizelkę rozpiętą wraz z czarną koszulą i czarne spodnie. W pewnym momencie jego włosy i jego ubranie wraz z ubiorem Saiany i włosami zaczeły powiewać na wietrze.

-Co ja robię? Przecież to iluzja. To dlaczego tak pragnę z nim porozmawiać? -

Chłopiec wyciągnął do niej rękę mówiąc:

Chłopoec: Pamiętaj me słowa... "Nie poddawaj się... Gnaj do przodu jak rozpędzony niczym koń. Pamiętaj te słowa,bońć pewna mych słów" a na pewno kiedyś dośięgniesz swych marzeń a być może nawet gwiazd.

Saiana zdziwiła się tym co powiedział chłopiec,nigdy nie pomyślała że to znowu usłyszy.

Saiana: Jak mam wierzyć w słowa w które sam zwądpiłeś? JAK?
Chłopiec: Moje życie a twoje życie to już nie to samo co kiedyś... być może kiedyś znowu zostaną połączone,być może na mnie już jest za późno na ratunek ale dla ciebie jest jeszcze czas,pamiętaj tylko to "nigdy się nie poddawaj".

Saiana myślała trochę inaczej ale była pewna że te słowa zawsze pozostaną przy jej sercu. Jedyne w co nie wierzyła to co chłopiec powiedział to że jest na niego za późno,za wszelką cenę chciała go uratować. Uratować przed ciemnością w którą wstąpił. Bo była to osoba którą kochała i podziwiała po mimo złych uczynków. Nagle chłopiec zaczął znikać w czarnym tle,wyglądało to tak jakby chłopiec znikał w ciemności. Saiana zaczęła biec do niego wołając " Nie od chodź... Nie zostawiaj mnie!... DAISAKU! Czekaj!" Tak to był on Daisaku chłopiec który wprowadził ją w iluzję. Z płaczem w oczach zaczęła bieć w jego kierunku... w jej głosie było słychać jedynie rozpacz i ból kiedy widziała jak Daisaku powoli odchodzi. Tylko tyle mogła zrobić,biec,płakać i podążać za celem.

***

Saiana obudziła się w lekarskim łóżku,pokój był dość skromny był malutki i bielutenki,po lewej strone znajdowały się drzwi a po prawej okna przez które prześwitywało blask słońca.Saiana z pozycji leżącej odrazu wprowadziła się do pozycji siedzącej.Patrzyła w okno rozmyślająć to co się wydarzyło podczas iluzji,jedno na pewno zrozumiała od teraz nigdy się nie podda,będzie szła tą drogą która była jej przeznaczona od czasu poznania Daisaku.Saiana zamknęła oczy i dalej rozmyślała o tym.Ale nagle coś jej przeszkodziło w dalszym myśleniu.Drzwi się otworzyły i zobaczyła w nich stojącego Kahasi'ego wraz z Himawari i z resztą paczki.Powitałi ją wszyscy ochoczo i cieple. W tamtym momencie zrozumiała co jest dla niej ważne czyli przyjaciele bo to najdroższy skarb jaki mogła dostać od świata jak i również Daisaku którego chciała ocalić.
Ale czy jej się uda?
Tego nie była pewna wiedziała że go nadal kocha i że
żyje się raz więc postanowiła spróbować
Postanowiła iść tą drogą wraz z jej drogimi przyjaciółmi
I ocalić swojego ukochanego zanim całkowicie straci się w ciemności.

_________________

Lecz choćby jej oczy były na niebie
A owe gwiazdy w oprawie jej oczu
Blask jej oczu zawstydziłby gwiazdy
___________________________________
William Shakespeare
~Romeo i Julia~
___________________________


sobota, 25 lutego 2017

Rozdział 30 (Dwa serca bijące w jednym rytmie)

Z krzaków wyskakuje nasza zgraja czyli Kahasi,Saiana i Shade.Saiana podeszła jak najbliżej Daisaku.(Wtedy by od wrócony plecami)
Saiana: Kiedy przestaniesz to ukrywać!!
Daisaku się odwrócił.
Daisaku: Saiana?
Saiana nic nie powiedziała.
Daisaku: Hmm...Tego się nie spodziewałem.Hehe jestem szczęśliwy że mogę ciebie zobaczyć,jak tam u ciebie?
Saiana: NIE ZMIENIAJ TEMATU!
Daisaku: Mówisz że coś ukrywam? Tak? Ale że niby co?
Saiana już nie chiała drążyć tego ciężkiego tematu.Więc nic nie opowiedziała,natomiast Daisaku rzucił się do ataku.
Kahasi: DAISAKU! CO TY ROBISZ?!
Wszyscy byli temu zdziwieni,ale Saianie nic się nie stało.Zaczeli między sobą walczyć.Saiana nie chciała go skrzywdzić bo pewna jej część nadal go kochała a druga nienawidziła nawet pomijając fakt że Daisaku ukrywa się pod maską (metafora,czyli ogólnie chowa wszystkie tajemnice i uczucia w sobie).
Mito: Hmm takiego obrotu się nie spodziewałem.
Kahasi: On nie może jej skrzywdzić.To nie MOŻLIWE!
Sakura przysłuchiwała się co mówi Kahasi i powoli dowiadywała się co łączyło tę dwójkę.Saiana i Daisaku od skoczyli od siebie do swoich stron.
Daisaku: Widzę że nie wyszłaś z formy Saia.
Saiana: Ty również...
Oboje byli zmęczeni.
Saiana: Ale i tak będę z tobą walczyć!
Daisaku był gotów odejść od tego miejsca ale włączył swojego sharinngana i od wrócił się w stronę Saiany i użył na niej genjutsu,
Kahasi: Co ty zrobiłeś?!
                                                                      KONIEC ROZDZIAŁU 30
                                                                                     

piątek, 24 lutego 2017

Historia Poboczna cz.1 (O co chodzi?)

K ładzę się wcześnie spać szczęśliwa że dzień minął szczęśliwie (ok. 1 w nocy) Miałam ciekawy sen naprawdę! jakieś króliki które skakały przez płot a potem się obudziłam.Poszłam wzięłam wodę i się napiłam a potem się znowu położyłam i zasnęłam.Potem się budzę rano i wstaję szczęśliwa pięknym rankiem i schodzę na dół.Widzę różowo włosom kobietę która nagle się odwraca w moim kierunku i dziewczynkę w czarnych,krótszych włosach również.Potem odwracam się w prawą stronę i widzę...
Klaudia: Baaaaa....!!!! Shade!!
Bartek: Kllllll...!!! Daisaku!!
(Krzyknęliśmy jednocześnie!)
Sarada: Wszystko dobrze z wami?
Klaudia (Daisaku): TAAK!
Bartek (Shade): TAAK!
Sakura: Skoro wszystko w porządku ;) to Shade mógłbyś zrobić śniadanie jak zawsze? :)
Shade: Dobrzee.
Shade zrobił śniadanie i wszyscy to zjedli i Bartek (Shade) postanowił wyciągnąć Daisaku (Klaudia) na spacer by obgadać tą sprawę.
Daisaku: O CO TU CHODZIII!!!
Shade: Klaudia uspokój się!
Daisaku: JAK SIĘ MAM USPOKOIĆ? PRZECIESZ JESTEM FACETEM!!
Shade: TYLKO TYM SIĘ MARTWISZ?
Shade: Dobra... prawdo podobnie znajdujemy się w naszych książkach.
Daisaku: Trudno nie zauważyć xD
Daisaku: Ale o co tu chodzi? nie powinnam być Kahasi'm?
Shade: Coś mi tu nie gra... Klaudia wróćmy się do domu (niby domu)  żeby powypytywać osoby z naszych książek.
Klaudia wraz z Bartek wrócili do domu i usiedli na sofie.
Shade:Sarada wiesz, gdzie może być Yo?
Sarada:Nie powiem ci , szykuje się na randkę z tobą o 18:00, co juz zapomniałeś?
Daisaku:Ej a co z Kahasi'm?
Sarada:Co? Że z kim?
Daisaku spojrzał na Shade.I od razu wiedzieli że jest coś nie tak.
Daisaku: Noo...To nasz najlepszy przyjaciel.
Sarada:Ale na pewno jest z Konohy? Bo nie kojarzę.
Shade: A Chin?
Sarada: Przecież to mój chłopak
Daisaku: -Że cooo?- (w myślach)
Shade: -Że cooo?- (w myślach)
Oboje wtedy się skapnęliśmy się...

sobota, 11 lutego 2017

Rozdział 29 2/2 (Bóg ognia i Nowicjusz)

A po mimo tego czuł w sercu smutek że nie może wrócić do domu bo pragnie bronić swoich towarzyszy jak i przyjaciół.
Igaeel: Daisaku...Zrezygnuj z tego...wróć do...
Daisaku: "Domu"? Hehe nie rozśmieszaj mnie Igaeel.Zabawa w dom to nie dla mnie!
Sakura: Daisaku... (powiedziała po cichu ale Daisaku i tak i tak usłyszał + pojawiły się u niej w oczach łzy).
A Daisaku zmrużył oczy.Po chwili gwałtownie odwrócił głową w stronę Igaeel'a i Sakury.
Daisaku: Jeśli chcesz mnie zatrzymać to nie ma na to szans!
Igaeel: Hee... Żyję wewnątrz moich wcieleń i muszę przyznać że ty jako jedyny jesteś...Bardzej do mnie podobny hehe. (Pojawił się uśmiech na jego twarzy)
Daisaku: Heh...Czyli nie mogę się spodziewać że mnie puścisz prawda?
Igaeel: Hmm tak! ale w porównaniu do ciebie ja nie nienawidziłem swojej rodziny!
Daisaku: Fhh a myślisz że mnie to interesuje! CO KOLWIEK O RODZINIE!!?
Igaeel zamknął oczy i wyjął swoją katanę a Daisaku zrobił to samo.I ruszyli do ataku.Sakura jedynie mogła patrzeć jak walczą a jej serce łamało się na pół z powodu że jej własne dziecko myśli tak o rodzinie,myśli że to jest jedynie problem ale z jakiego powodu? z powodu że to tylko zwykła zabawa w rodzinkę i nic? czy dlatego że uczucia to dla nie tylko złudzenie? czy może z powodu że może go zranić utrata ukochanych osób na świecie? Tego sama na pewno nie wiedziała ale chciała wiedzieć co on tak naprawdę czuje.Daisaku i Igaeel walczyli bez końca ale Igaeel najbardziej górował.
Igaeel: Nadal jesteś zwykłym Nowicjuszem Daisaku.
Daisaku: Nie przymkniesz jadaczki co?
Igaeel: Chcę żebyś przestał!
Nagle ogień wylewał się z ciała Daisaku i gwałtownie zaatakował Igaeel'a.
Daisaku: NIGDY...NIGDY NIE POPEŁNIEM TEGO SAMEGO BŁĘDU!!
Igaeel wtedy zrozumiał co dla niego znaczy ekipa Akatsuki ale nie chciał rezygnować.Chciał żeby żył normalnie wraz z rodziną.
Igaeel: Co zrobisz kiedy to się skończy?
Daisaku: Odejdę.I nigdy nie wrócę do konohy nigdy!
Igaeel: Rozumem...Ale na to ci nie pozwolę!
Daisaku wpadł w szał.Wycofał się a jego oczy zaczeły się zmieniać w oczy smoka.Ogień coraz był gwałtowny.
Igaeel na to zareagował i uderzył Daisaku w brzuch i zapieczętował jego moc.A Daisaku upadł
Mito wkroczył do akcji.
Mito: Zostaw go.
Igaeel: Mito?
Sakura spojrzała na Mito i zobaczyła podobieństwo do Naruto.
Sakura: Kim jesteś!
Mito to oblał i ruszył w kierunku Daisaku.
Mito: Daisaku rusz się.
Daisaku: Nie rozkazuj mi!
Mito: Hmm? jesteś wkurzony? Hahaha nie spodziewałem się tego.
Daisaku: Khh...
Igaeel: Uciekasz?
Daisaku: Chciałbyś.Śmiem ciebie podświadomić że czasu nie mam.
Farubi: Daisaku czas ruszać.Zatrzymamy się u twojej babuni z chmur.
Daisaku: Dobry pomysł... Ruszajmy.
Igaeel: Tej babuni? hmmm czy to ci nie przypomina nic?
Z krzaków wyskakuje...
                                                             KONIEC ROZDZIAŁU 29
                                                                             



niedziela, 22 stycznia 2017

Rozdział 29 1/2 ( Bóg ognia kontra Nowicjusz )

Zaraz tuż po rozmowie po między Saianą a Igaeel'em pojawili się ich przyjaciele.I jak mniej więcej pamiętacie ruszają dalej w poszukiwaniu Daisaku.A mniej więcej są to Saiana,Igaeel,Kahasi i Sakura.Przez prawie cały dzień nic się nie wydarzyło,jak się ściemniało Kahasi znalazł za wodospadem małą jaskinie i postanowili się tam zatrzymać.Kahasi i Saiana wyszli na mały zwiad.Kahasi usłyszał mały szelest krzaków i porozglądał się w prawo i w lewo ale nic nie było i się od wrócił i zobaczył jakąś posturę postaci,mniej więcej jego wzrostu.Postać się przemieszczała na wprost a Kahasi postanowił zareagować i wpadł na postać która się poruszała i oboje za czeli się turlać po ziemi.
Kahasi: To ty!?
Shade: Yo!!
Kahasi: Nie spodziewałem się ciebie tutaj.
Shade: A ja ciebie.Wiesz Kahasi powinieneś bardziej uważać a nie wskakiwać od razu.A jak by było ich 3?
Kahasi: Nie martw się.Przede mną się nic nie ukryje zresztą tylko ciebie widziałem.
Shade: Taaa...
Saiana: Kahasi coś się stało...?
Shade spojrzał się na Saianę i przez chwilę nastała krępująca cisza.
Saiana: Ninja z Liścia? Co on tu robi?
Kahasi: A no tak przecież w się nie znacie HEHEHE.Shade poznaj Saian'e.Saiana poznaj Shade.
Saiana: Miło mi.
Shade: Mi również.
Znowu cisza...
Shade: Eee...Kahasi...Czy ty zradzasz Himawari?
Znowu cisza...
Kahasi: POGIĘŁO CIE?? - wściekłość aż się gotowała w Kahasi'm
Saiana: POGIĘŁO CIE?? - w Saiani'e również xd
Shade: Dobra dobra uspokójcie się już.Tylko żartowałem hehehe.
Cała nasza trójeczka nagle coś usłyszeli.Słyszeli męskie głosy które ze sobą rozmawiają.Poszli sprawdzić kto to może być.Jak już dotarli i schowali się za liśćmi zobaczyli...
Igaeel: Hmmm... Ciekawe... Wasza dwójka jest dość silna.
Sakura: Igaeel tylko nie przesadzaj.
Igaeel: To już nie twój problem hehe.
Saru: Khhh... Silny jesteś heh nie spodziewałem się tego.Cały Mistrz co nie Farubi?
Farubi: No...
Igaeel: Mistrz?
Saru: Tak hehe.
Igaeel: Za kogo wy mnie uważacie?
Farubi: Tylko on może się z tobą mierzyć.Ale nie mogę wytrzymać chcę walczyć a ty Saru?
Saru: Taak hehe.
Saru i Farubi rzucili się na Igaeel'a walczyli w ramie w ramie.Ale Igaeel nie pokazał swojej całej siły.Aż w pewnym momęcie Sakura wkroczyła do akcji i zaczeła walczyć z Saru'im.Saru nie dawał rady Sakurze więc postanowił znaleźć słaby punkt lub będzie okazja do ataku.Aż nagle Sakura była w kropce.Nie miała jak się obronić.Saru celował w jej brzuch aż tu nagle jak grom z jasnego nieba.Duży płomień chwycił kunnai Saru'iego.Była to ręka pokryta płomieniami.Nie był to Igaeel tylko...
Saru: Sensei?
Saru cofnął się dalej.
Saru: Co ty tu robisz?
Daisaku: Chyba sobie żarty robisz? Nie pamiętasz co ci mówiłem
Daisaku ruszył w kierunku Saru i uderzył w prawy policzek.
Daisaku: Farubi... Wycofujemy się.Nie mamy czasu musimy już ruszać.
Daisaku znowu olewał własną matkę jak i znajomych.Tak jakby ich nie widział...
                                                               CIĄG DALSZY NASTĄPI